
Jeszcze do niedawna wspólnym mianownikiem wielu nowych założeń osiedlowych był… płot. Rodząca się w Polsce branża deweloperska w latach 90. i 2000. przejęła z krajów zachodnich model osiedli grodzonych i w krótkim czasie stał się on jednym z częściej stosowanych sposobów projektowania zabudowy. Na potęgę zaczęto wydzielać i izolować przestrzeń. Stawiano zarówno niskie ogrodzenia, symbolicznie okalające nowe budynki, jak i wysokie, często wyposażone w szlaban i monitoring, zaznaczając nie tylko to, co „moje”, ale również to, co „lepsze”. Innymi słowy, płot oprócz faktycznej funkcji praktycznej niejednokrotnie miał kojarzyć się z prestiżem.
Trzeba przyznać, że ten trend był odpowiedzią na konkretne potrzeby ludzi: ogrodzenie miało adresować poczucie niepewności po transformacji ustrojowej, było symbolem bezpieczeństwa i kontroli. Trudno się dziwić. Chaos lat 90. nie był łatwym czasem – sprzyjał wzrostowi przestępczości oraz pogłębianiu się nierówności społecznych. Efektem był trwający dwadzieścia lat okres eksperymentów z wydzielaniem przestrzeni mieszkaniowej w imię tak rozumianego komfortu i spokoju. Co z tych eksperymentów wynikło? Dość powiedzieć, że jeżeli dziś stawia się ogrodzenia, mają one inny charakter – są mniej ciągłe, z przejściami, i mają one funkcję głównie porządkującą – a nowym trendem jest otwieranie osiedli na otoczenie oraz projektowanie innowacyjnych zielonych stref wspólnych i półpublicznych, jak w naszych realizacjach w Marvipolu, m.in. we wrocławskim Kosmosie czy warszawskich Senzie i Gardenii.

Ten nowy kierunek w projektowaniu przestrzeni wynikł z faktu, że minusów osiedli-twierdz jest znacznie więcej niż plusów. Wcześniej skupiano się na zapewnieniu bezpieczeństwa i podkreśleniu nowoczesności, ale nie brano pod uwagę tego, że wygrodzone, duszne, pozbawione zieleni inwestycje są mało przyjemnymi miejscami do życia. W dodatku, paradoksalnie, sprzyjają osłabianiu więzi sąsiedzkich, gdyż mieszkańcy nie mają okazji, by ze sobą rozmawiać, a jedynie mijają się w korytarzach czy bramach. Dodatkowym dyskomfortem dla wszystkich – zarówno mieszkańców inwestycji, jak i osób z zewnątrz – jest fragmentacja przestrzeni miejskiej i zamknięcie naturalnych ciągów pieszych. Otoczone parkanem osiedla stały się mało lubianym elementem okolicy, a płot nie tylko nie rozwiązał problemów, lecz stworzył nowe. Na to wszystko nałożyły się epidemia samotności oraz kryzys klimatyczny i nasilające się ekstremalne zjawiska pogodowe. Trzeba było radykalnej zmiany.
Dziś osiedla buduje się przede wszystkim z myślą o tym, żeby były w wielu wymiarach dobrymi miejscami do życia: zielonymi, harmonijnymi, sprzyjającymi zawiązywaniu się wspólnot. Nowe realizacje nie są już betonowymi wyspami ciepła, które w letnie miesiące silnie się nagrzewają – bujne strefy zieleni i ogrody deszczowe pełniące funkcję retencyjną pozwalają na znaczące obniżenie temperatury. Pod tym względem prawdziwy raj stworzyliśmy w naszej inwestycji juu na Białołęce w Warszawie, gdzie powstały aż trzy rodzaje ogrodów – sąsiedzki, deszczowy i społeczny – które są nie tylko przyjemną enklawą, ale też pozwalają na wspólne korzystanie z otoczenia poprzez uprawę warzyw i ziół, co sprzyja nawiązywaniu relacji z sąsiadami.

To element nowego podejścia do projektowania osiedli: im więcej przyjemnych półprywatnych stref, w których zwiększa się liczba przypadkowych kontaktów między mieszkańcami, tym więcej szans, że zbuduje się wspólnota. Co ważne, odbywa się to na indywidualnych warunkach. Poprzez przemyślane na etapie projektowania stopniowanie prywatności (mieszkanie – ogródek prywatny – ogród sąsiedzki) możemy wybierać, kiedy chcemy wejść w kontakt z innymi ludźmi, ale nawet mikrointerakcje społeczne, takie jak wymiana pozdrowień, pozytywnie wpływają na to, jak się czujemy w naszym bezpośrednim otoczeniu.
Przeszliśmy więc od anonimowości i wytyczania ostrych granic do stopniowalnej prywatności – od projektowania przede wszystkim mieszkań do założeń sprzyjających współistnieniu mieszkańców. Płot to już nie bariera, lecz narzędzie organizacji przestrzeni. I tylko tam, gdzie jest konieczny. Kluczowa staje się zieleń oraz odpowiednio zaprojektowane obszary przejściowe i wspólne, gdzie w naturalny sposób można nawiązywać relacje z osobami z sąsiedztwa. W ten sposób nowa myśl architektoniczna stara się wspierać budowę więzi społecznych, angażuje się ekologicznie i dba o estetykę naszego otoczenia.
FORMULARZ KONTAKTOWY