
Trzeba przyznać, że od początku lat 90. pod względem architektury Polska przebyła długą drogę. Wystarczy przespacerować się po dowolnym mieście, żeby doświadczyć trzydziestu pięciu lat historii budownictwa, które przeszło niebywałą metamorfozę. Jak to się stało, że po nieokiełznanych latach 90. nastał powrót do prostoty i harmonii, a Marvipol mógł stworzyć takie projekty jak ponadczasowa Rotunda Dynasy czy przemyślane w detalu osiedle juu?
Dla rodzącego się rynku deweloperskiego lata 90. były czasem testowania granic fantazji. Innymi słowy, były odreagowaniem kilku dekad PRL-u, podczas których budownictwo kierowało się trzema wytycznymi: miało być powtarzalnie, szybko i tanio. Choć w Polsce Ludowej działali wybitni architekci-wizjonerzy, jak Halina Skibniewska czy Oskar Hansen, większość obywateli trafiała do osiedli projektowanych przede wszystkim z myślą o tempie budowy, a nie o jakości życia. Państwo ściśle kontrolowało projekty i dostęp do materiałów budowlanych. Każdy element dekoracyjny bryły traktowano jako eksces, a wyróżnianie się nie było dobrze widziane. Dominowały najprostsze formy, bloki z wielkiej płyty i domki jednorodzinne w formie kostek.
W nowym ustroju, po latach systemowej rygorystycznej kontroli, nastała era postmodernizmu. Nareszcie można było pozwolić sobie na prawdziwe szaleństwo. Masowo pojawiały się więc wieżyczki, kolumny, łuki, balkoniki, wymyślne kształty i geometryczny chaos, a to wszystko w żółtym, fioletowym czy pistacjowym kolorze – inwestorów ograniczała jedynie wyobraźnia, ewentualnie budżet. Hotel Sobieski w Warszawie, Sopol we Wrocławiu, złote kamienice w Gdańsku to kwintesencja ówczesnego rozumienia tego, co powinna dawać ludziom architektura. Budować w latach 90. znaczyło oferować klientom fantazję, radość i upragnione wyrwanie się z szarzyzny. Estetyka zeszła na dalszy plan.
Z dzisiejszej perspektywy możemy mieć ambiwalentny stosunek do postmodernistycznych projektów, jednak nie każdy wie, że niegdyś podobny los spotkał tak uwielbianą dziś secesję, którą świat na przełomie XIX i XX wieku początkowo się zachłysnął, by po kilkunastu latach zacząć ją dewaluować i określać jako… kicz. Tak czy inaczej, wyraźnie widać, że tak jak młodość musi się wyszumieć, tak i w Polsce okresu transformacji trzeba było pstrokatych lat 90. rekompensujących powszechną szaro-burość, by w końcu wrócić do harmonii, piękna i prostoty.
Było warto. Dzisiejsze projekty, garściami czerpiące z przedwojennego modernizmu, zachwycają przede wszystkim detalem, starannością wykonania, ponadczasowością formy i przemyślaną relacją z otoczeniem. Po chwili szaleńczej radości z wolności projektowej w naturalny sposób zaczęto doceniać spokojne proporcje brył, surowy rysunek drewna czy grę świateł na przeszkleniach. Okazało się, że najlepiej czujemy się w przemyślanej, nieprzytłaczającej przestrzeni – minimalizm stał się pożądanym antidotum na przytłaczający chaos nie tylko postmodernistycznej architektury, ale też coraz szybszego tempa życia.

W trzeciej dekadzie XXI wieku, w coraz bardziej wymagającym świecie, mieszkanie staje się oazą, prywatnym zakątkiem, w którym odpoczywamy i ładujemy baterie nie tylko dzięki przytulnemu wnętrzu, ale też harmonijnemu otoczeniu, kontaktowi z przyrodą oraz więziom społecznym. Rozumiejąc to, na warszawskiej Białołęce zbudowaliśmy zanurzone w zieleni osiedle juu, gdzie prywatność łączy się z sąsiedzką wspólnotą dzięki różnego rodzaju ogrodom. Trzy bryły budynków mieszkalnych odwołują się do estetyki modernizmu, rozumianej jako harmonia proporcji i dbałość o detale: od drewnianych paneli, przez duże przeszklenia, po otaczającą roślinność.
Innym projektem – i perłą w koronie Marvipolu – jest luksusowa, Rotunda Dynasy na warszawskim Powiślu. Podobnie jak modernistyczni architekci, kierowaliśmy się zasadą, że szlachetny materiał jest ozdobą samą w sobie. Ze szczególną pieczołowitością stworzyliśmy przestrzeń wykończoną kamiennymi mozaikami, starannymi elementami stalowymi i drewnem o pięknym rysunku. Zaprojektowaliśmy panoramiczne okna, które pozwalają na płynne przejście między apartamentami a starodrzewiem Parku Kazimierzowskiego. A naszym oczkiem w głowie jest spektakularne atrium ze świetlikiem, stanowiące jednocześnie reprezentacyjną klatkę schodową.
Wydaje się, że nieokiełznane lata 90. były niezbędne, żeby zrozumiano, że prawdziwym luksusem jest prostota Nowego Modernizmu, bo to ona wydobywa piękno, i wygląda na to, że ten trend rozgościł się na dobre i nie przewiduje odwrotu. Dla nas to świetna wiadomość.
FORMULARZ KONTAKTOWY