
Gdy Carlos Moreno przedstawił w 2016 roku swoją ideę „miasta 15-minutowego”, w środowisku architektonicznym i urbanistycznym wywołała ona ożywioną dyskusję. Podstawowa idea jest prosta, ale ambitna: stworzenie dzielnic-mikrokosmosów, w których życie toczy się blisko domu. To bliskość usług, lepsza dystrybucja oferty miejskiej, ograniczenie konieczności korzystania z samochodu, a w konsekwencji lepsze życie i więcej okazji do chodzenia piechotą. Ale czy rzeczywiście w błyskawicznie rozwijającym się świecie i coraz bardziej rozlewających się przedmieściach, są możliwe samowystarczalne dzielnice?
W koncepcji miasta 15-minutowego chodzi o odejście od monocentrycznych miast. Coraz częściej mówi się w tym kontekście o chrono-urbanizmie, czyli podejściu, w którym miasto mierzy się czasem, a nie kilometrami. W idealnym scenariuszu mieszkańcy samowystarczalnych dzielnic nie muszą podróżować do centrum, ponieważ wszystko mają pod ręką. W zasięgu kwadransa spaceru lub jazdy rowerem, znajdują się zarówno miejsca pracy, jak i szkoły i przedszkola, a także opieka medyczna, oferta kulturalna oraz wszelkiego rodzaju sklepy i usługi. W takiej sytuacji samochód przestaje być niezbędny, a dobrze rozwinięta sieć komunikacji miejskiej zapewnia łatwe poruszanie się między dzielnicami. Dodatkową korzyścią jest powstanie wielu pulsujących życiem obszarów zamiast jednego, przeładowanego centrum otoczonego dzielnicami-sypialniami.
Szczególnym momentem zainteresowania ideą miast 15-minutowych była pandemia COVID-19, kiedy wiele osób zaczęło pracować z domu. Okazało się, że bezpośrednia okolica często nie zapewnia mieszkańcom nic ponad absolutne minimum – i nawet to nie zawsze. Zaczęto sobie uświadamiać, że brakuje usług, sklepów, restauracji, miejsc rekreacji i rozrywki, szczególnie w miastach z jednym wyraźnym centrum, jak Poznań czy Wrocław.

Zatrzymajmy się na chwilę we Wrocławiu. Bo choć Carlos Moreno sformułował założenia miasta 15-minutowego dziesięć lat temu, korzenie jego idei sięgają XIX wieku, kiedy zaczęto projektować pierwsze miasta-ogrody. Z kolei lata 20. XX wieku to czas rozwijania tych koncepcji i modernistycznego eksperymentowania. W tym czasie we Wrocławiu powstało słynne już osiedle-wystawa WUWA (które istnieje do dziś na Sępolnie) – swoiste laboratorium, w którym zapewniono mieszkańcom funkcjonalne mieszkania w zielonej okolicy oraz testowano ideę pracy wykonywanej w domu lub w jego pobliżu. Ówczesny eksperyment był dla urbanistyki na tyle istotny, że w 2016 roku w ramach Europejskiej Stolicy Kultury powstała we Wrocławiu WUWA2, czyli modelowe osiedle Nowe Żerniki, na którym powstaje nasza inwestycja Kosmos. Zieleń, wygodne trakty piesze i staranna architektura budynków robią wrażenie, a sama dzielnica prężnie się rozwija – są tu już restauracje, sklepy i przedszkola, powstają właśnie szkoły i centra sportowe, a my w Kosmosie zaprojektowaliśmy aż 12 lokali usługowych, dzięki którym najważniejsze sprawy będzie można załatwić blisko domu. W razie potrzeby szybkie tramwaje pozwalają dotrzeć w niecałe pół godziny na wrocławski Rynek.
Warszawa wygląda pod tym względem nieco inaczej, bo nie jest miastem skupionym wokół jednego centrum, lecz ma kilka tętniących życiem dzielnic takich jak Śródmieście, Mokotów czy Praga-Południe. To dobry przykład miejskiego patchworku, choć nadal daleko jej do takiego policentryzmu, jaki ma miejsce w Berlinie czy Londynie. Trend związany z ożywianiem satelitarnych dzielnic stolicy wyraźnie jednak przybiera na sile – między innymi na Bielanach, gdzie dużym atutem jest dostęp do metra. Nasza realizacja Conrada 30 Aleje Jerozolimskie 138 wpisuje się w ten kierunek, zapewniając bliskość szkół, przedszkoli, centrów handlowych czy terenów rekreacyjnych. Innym takim przykładem jest zyskujący coraz lepszą komunikację tramwajową Tarchomin, gdzie zbudowaliśmy zielone osiedle Senza. Obie dzielnice w widoczny sposób przekształcają się w lokalne centra z wieloma codziennymi usługami. Choć jeszcze nie wszystko jest dostępne w obrębie spaceru, z pomocą przychodzi sprawna komunikacja miejska. Dużą rolę w jakości życia zarówno na Bielanach, jak i na Tarchominie, odgrywają tereny zielone – trudno przecenić bliskość Lasu Bielańskiego oraz nadwiślańskich terenów rekreacyjnych.
Jeśli się nad tym zastanowić, miasto 15-minutowe nie jest tak naprawdę nowością. W gruncie rzeczy jest to powrót do tradycyjnego modelu miasta, sprzed epoki rozlanych metropolii i wielokilometrowych przedmieść-sypialni. Rozwój poszczególnych dzielnic jako mini-miast sprzyja skracaniu codziennych dystansów, budowaniu życia w okolicy swojego zamieszkania i wzmacnianiu więzi sąsiedzkich. A czas dotąd spędzany w korkach można poświęcić na pasje i odpoczynek.
FORMULARZ KONTAKTOWY